czwartek, 7 lipca 2011

Wielo

Po prawie rocznej przerwie powracam! Powód jest wielce podniosły i radosny - w naszym życiu pojawił się Bardzo Wyjątkowy Ktoś. A właściwie Ktosia. Nie znam dokładnie jej planów, ale prawdopodobnie po tej stronie zobaczymy ją w październiku, a póki coś uparcie daje o sobie znać z drugiej strony :)
W związku z powyższym mama (to ja!) złapała syndrom wicia gniazda. Na pierwszy rzut poszły wielo. W slangu eko- mam wielo to pieluszki wielorazowe. Jest mnóstwo typów, ale generalnie chodzi o dwie warstwy - chłonną (zwykła składana tetra, flanelka albo już gotowe formowanki/kieszonki) i ochronną (tzw. otulacz), która zapobiega przeciekaniu warstwy chłonnej. Otulacze szyje się albo z syntetycznej, nieprzemakalnej ale ponoć oddychającej tkaniny - pulu, albo z wełny, która odpowiednio zalanolinowana nie przepuszcza wilgoci. To wszystko można kupić w wyspecjalizowanych sklepach, ale ja jako fanka naturalności (i oszczędności) stawiam na handmade. Tkaniny recyclingowe z ciuchów i 100% wełny.
Oto co powstało:

formowanki


1. różowa - moja pierwsza pieluszka, maleństwo, gruba bawełna, w środku wkład z ręcznika, najpierw rzep wszyłam, jakoś nie bardzo to się zamykało, więc są napy
2. seledynowa - ręcznikowa frota, wiązana na troczki
3. w kratkę - ze starej koszuli flanelowej, w środku też ręcznik chyba

kieszonki



to już wyszło lepiej, przemięciutka poszewka flanelowa poszła w ruch, z tyłu mają kieszonkę do której się wkłada dodatkowy wkład chłonny, można regulować długość więc na dłużej wystarczą

i otulacze



1 i 2 - melanżowe, jeden zapinany (jeszcze nie wiem na co, ale wymyślę), drugi zakładany
3. fioletowy - robiłam z grubej włóczki na grubych drutach, wyszedł ogromny, sfilcowałam i doszyłam ściągacze już nie filcowane. Jest niesamowicie gruby i chyba będzie najlepiej zatrzymywał wilgoć
4. sweter wełniany sfilcowany pocięłam i uszyłam otulacz one size, rozmiar można regulować napami. Też wygląda na solidny, ale nie ma nogawek.

Wszystko sprawdzimy już niedługo, jak się sprawdza. A tymczasem pieluchy (oraz dodatkowe wkłady, myjki, które uszyłam z flanelowego prześcieradła zamiast jednorazowych wacików i getry z resztek pozostałych po otulaczach) czekają cierpliwie w szafie. Mój pierwszy stosik!

poniedziałek, 20 września 2010

Coś nowego

Po wakacyjnej przerwie postanowiłam poeksperymentować i pobawić się w filcowanie na mokro. Szalenie mi się spodobało, czekam teraz na fazę zbytu aby móc wyprodukować kolejne kwiatowe broszki.

sobota, 29 maja 2010

poniedziałek, 24 maja 2010

niedziela, 14 marca 2010

Wszystko na sprzedaż

Obejrzałam wczoraj cudny film Julie & Julia. Polecam. Spodobał mi się szalenie z wielu powodów, ale uświadomił też jak fajne może być pisanie bloga. Tylko trzeba mieć motywacje, ot co! A ponieważ pewne motywacje się we mnie pojawiły, to postanowiłam zakończyć tę degrengoladę i zabrać się do pracy.
Efekty owocnego weekendu poniżej. Co prawda robi mi się już troszkę niedobrze, kiedy widzę maszynę, ale jestem całkiem usatysfakcjonowana. Chociaż pewnie zrobię sobie chwilę przerwy na druty (bądź szydełko), zwłaszcza że zrobiłam małe zakupy włóczkowe na allegro.
Koniec gadania. Oglądajcie, podziwiajcie i kupujcie.

Taka fajna eko-torba z kwiatkami i guziczkami, ma podszewkę, jest dość mocna. 35 zł kosztuje.

Dwustronna Charlie na kwiecień plecień co przeplata, trochę zimy, trochę lata. Wiązana na sznureczek. 45 zł.

A to jest portmonetkowy model, z jodełkowej, brązowej wełenki z koronką. I fajną podszewką. A-4 wejdzie spokojnie. Zapinana na rzep. 45 zł. No i SPRZEDANA :)

Taka sobie, z ładnym lnianym motywem (dwie kieszonki) na sztruksie. Z podszewką, zapinana na rzep. Jedyne 15 zł.

I uwaga, uwaga, hit dzisiejszego dnia. Jestem w niej absolutnie zakochana, szkoda że nie mogę jej zatrzymać... Kokardkowo - portmonetkowa, niepowtarzalna, mała, elegancka torebeczka. Jak do teatru. Ma podszewkę, jeszcze się nie zapina, ale jutro poszukam do niej zatrzasku. 45 zł.

czwartek, 4 lutego 2010

Sesyjne kolczyczki

A miałam ja sobie takie filcowe kulki, ale że mi się przeokropnie znudziły, to zainspirowana twórczością genialnej absolutnie filcomaniaczki (można znaleźć linka do jej bloga w moich obserwowanych) sobie je z deczka przerobiłam. W przerwie między egzaminami.