sobota, 2 listopada 2013
Lalka prawie waldorfska
Po długich miesiącach rodzenia się w bólach w końcu jest. Od dziecka chciłaam taką uszyć. Co prawda do prawdziwej, tradycyjnej waldorfskiej trochę jej brakuje, ale i tak jestem z niej bardzo dumna, a obdarowana Córa też nie zgłasza reklamacji.
Lala musi nosić apaszkę, dopóki nie wybierze się na operację plastyczną szyi ;) A sweterek jest pożyczony od misia, żeby ktoś nie pomyślał że mi się chciało tak dłubać ;)
czwartek, 27 grudnia 2012
Świątecznie
Trwają Święta! W tej świątecznej atmosferze próbuję zająć czymś Córę i szyć, bo pożyczyłam od Mamy (dziękuję!) nieco bardziej zaawansowaną maszynę, na razie się uczę jej obsługi, bo to znacznie bardziej skomplikowane niż dotychczasowe szycie na prostej, acz niezawodnej TOYOCIE.
Jakiś czas temu skończyłam studia (nareszcie) i przed świętami jechałam odebrać dyplom. Chciałam w szczególny sposób podziękować dwóm osobom, które w IPS wielokrotnie okazały się bardzo pomocne i życzliwe. Uszyłam im więc świąteczne podkładki na stół. Mam nadzieję że się spodobały.
Zamówione przez Joasię ocieplacze na kubki. Dziękuję Asiu! Mam nadzieję że obdarowanym przypadły do gustu :)
Bransoletki plecione z przędzonego ręcznie prawie 100 lat temu lnu, ze srebrnym zapięciem, jednak trafiła na aukcje charytatywną, jedna na prezent, jeszcze kilka zostało jakby ktoś był zainteresowany.
I trzy saszetki na drobiazgi, do torebki.
Będzie ich wkrótce więcej :)
Ufff... To ja wracam do maszyny!
wtorek, 11 grudnia 2012
Komplety nastołowe dla Alicji
Ostatnie dni upłynęły pod znakiem maszyny i podkładek.
Dla Rodzinki z dwoma synkami:
I dla pary, do nowego mieszkanka, dwustronny zestaw podkładek, strona brązowa:
i strona ptaszkowa:
Alicjo, co Ty na to?
czwartek, 6 grudnia 2012
Pokrowiec na pędzle
Marzyłam o uszyciu sobie takiego od bardzo dawna. Ale jakoś się nie składało, nie miałam odpowiedniego materiału, czasu itp itd. Ale w końcu jest i moje pędzelki wreszcie mają wygodny pokrowiec na czas podróży.
To wczoraj. A dziś cały dzień siedzę nad "zleceniem" :) Podoba mi się to, co wychodzi spod maszyny, a to dobry znak. Niedługo pokażę.
wtorek, 4 grudnia 2012
Nadrabianie zaległości
Stali bywalcy bloga (są tu tacy?) mogli odnieść wrażenie, że popadłam w stagnację i nic już nie robię. A nieprawda, trochę sobie dłubię od czasu do czasu, ale mam kryzys fotograficzny. Nie umiem zrobić sensownych zdjęć, światło ciągle nie takie, czasu brakuje na jakąkolwiek obróbkę, a wielu moich znajomków to fotograficzne guru, toteż wstyd mi z takimi moimi byle-jakimi fotami. Ani dobrego aparatu (chociaż i tak jest nieźle, dzięki kochanej Marchewce), ani zdolności - ale cóż począć, wszak nie można mieć wszystkiego ;)
Dlatego machnęłam na to ręką i co tam. Jak ktoś ma ochotę, to na żywo najlepiej oglądać, zapraszam!
Zatem po kolei - od najświeższego wytworu.
Zaległy prezent urodzinowy dla J. Otulacz na kubek plus podkładka.
Wcześniej udało mi się skończyć patchwork. Zaczęłam go wycinać w 8 miesiącu ciąży, z zamysłem uszycia kołderki dla Marty. Nie udało się. Kawałki pozszywałam w wakacje, a przepikowałam kilka tygodni temu. Niestety nie wszystko poszło po mojej myśli, ale efekt jest zadowalający, zwłaszcza że mieliśmy sporą puchową poduszkę, na którą nie pasowała żadna poszewka. Więc jest - wielka patchworkowa poducha!
Tu przepikowany kawał (pierwsze w życiu pikowanie lotem trzmiela! Ale frajda!)
A tu już gotowa poducha, poszewka zapinana na napy (niezwykle praktyczna rzecz ta napownica)
Uszyłam też proporczyki na drzwi prowadzące do pokoju Marty:
A o tym, co w tym pokoju, już wkrótce!
wtorek, 11 września 2012
Spodenki po raz kolejny
Uszyte rok temu, jeszcze przed narodzinami Malej. Ale że na oko to ja szyć nie umiem, okazały się zdecydowanie za wielkie i czekały na odpowiedni moment. I wreszcie - są idealne. Stara piżama i ok 10 minut, a efekt - sami zobaczcie. Będę szyć ich więcej, bo spodnie to jednak lepszy wynalazek na czas raczkowania niż najpiękniejsza nawet sukienka.
niedziela, 2 września 2012
Mei Tai
Jeśli ktoś myśli, że brak postów oznacza brak działalności wytwórczej, to się myli ;) Wciąż coś jest na warsztacie, ale albo nie mogę skończyć, albo czasu na sfotografowanie brak. Zazwyczaj mam go wieczorem, a wtedy jest za ciemno na zrobienie nawet znośnego zdjęcia. Dziś pokazuję uszyty w kwietniu (sic!) mei tai. Co to jest? MT, czyli Mei Tai - jest to miękkie nosiedłko pochodzące z Azji, a dokładniej z Chin . Przeznaczone dla dzieci, które już siedzą. Nosidełko składa się z pasa biodrowego, który zawiązujemy wokół pasa, panela i dwóch pasów naramiennych. Naprawdę łatwe do uszycia, a nosi się fajnie.
Panel i pas biodrowy uszyte z chusty Natibaby Malta, pasy naramienne z tkaniny leżakowej. Pasy wypełnione gąbką tapicerską. Wykrój zrobiłam sama, nosidło jest dwuwymiarowe, ma kapturek. Wszystkim polecam jako alternatywę dla chust czy drogich nosideł ergonomicznych!
W stanie spoczynku:
I w akcji (słabo dociągnięte, założyłam na chwilę do zdjęcia)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

















